Bieszczady – motocyklowa ucieczka

Mam dużo mniej czasu na jeżdżenie motocyklem “wokół komina” jak i gdzieś dalej. Jednak udało mi się wygospodarować 4 dni na ucieczkę motocyklem w Bieszczady. Pojechaliśmy we dwóch z Wiśnią.

Tym razem zaplanowałem nową trasę – przez Biłgoraj, aby nie jeździć ciągle przez Kielce.

Czwartek – poranek

Dzień był bardzo ładny, słońce miło przygrzewało, więc aż chciało się wsiąść na motocykl.

Wyjechaliśmy po 12.00 i wolno dotoczyliśmy się do Kurowa za Puławami, jednak w międzyczasie 2 razy pomyliłem drogę i złapała nas ulewa, skutkiem czego złapaliśmy duże opóźnienie, do którego doliczyliśmy jeszcze postój w Burger Kingu. Zmieniłem więc trasę, bo wiedziałem już, że wiele nie zobaczę w Zwierzyńcu i nie zatrzymamy się już tam na obiad. Pociągnęliśmy w kierunku Lublina, aby stamtąd udać się na Biłgoraj. Nie był to mój najlepszy pomysł – ogromne korki w Lublinie plus słaba droga na Biłgoraj (choć całkiem widokowa).

W miejscowości Manasterz za Sieniawą złapał nas kolejny deszcz, który zmusił nas zatrzymania, jednak po chwili znów byliśmy w trasie do Jarosławia.

W Jarosławiu niestety już mocno padało, a na horyzoncie było widać tylko czarne chmury, a ponieważ drogi powrotnej nie było, ruszyliśmy na Przemyśl i Polańczyk. Nie była to już przyjemna jazda, ponieważ zostało nam 115 km w deszczu i temperaturze około 10 st. Przed 20.00 zameldowaliśmy się na Wiejskiej w Polańczyku.

Czwartek – wieczór

Pozbycie się mokrych ciuchów, gorący prysznic i kolacja to był nasz plan. Tego trzeciego nie udało się w pełni zrealizować. Z musu musieliśmy pójść na pizzę do La Corony. Pizza była okropna – bardzo się zepsuła od ostatniej wizyty – na szczęście nie skończyło się na rozwolnieniu.

Piątek – poranek

Bieszczady w piątek przywitały nas ładną pogodą – słonecznie i prawie bezwietrznie. Pojechaliśmy więc do Leska zatankować motocykle oraz umyć je po wczorajszej jeździe w deszczu. Na myjni spotkaliśmy kilku motocyklistów z Krakowa, którzy wczoraj mieli trochę gorzej od Nas, ponieważ spotkał ich deszcz złapał za Krakowem i trzymał do Leska. Jeden z nich prawie dostał hipotermii.

Pierwszy dzień naszych wojaży rozpoczęliśmy z Leska, a celem były Lutowiska. Z Zagórza do Komańczy prowadzi nowa droga, która może ubiegać się o miano jednej z piękniejszych dróg Bieszczad. Piękny, równy asfalt, szybkie łuki – jeździe się komfortowo i bezpiecznie, a przy tym otaczają nas piękne widoki.

Z Lutowisk po małym popasie ruszyliśmy przez Procisne drogą, którą odkryłem w zeszłym roku na jesieni – przez Dwernik, Nasiczne do Brzegów górnych. Przejeżdżając koło Dwernika warto skręcić na Chmiel i obejrzeć przełomy Sanu.

Z Brzegów Górnych dotarliśmy do Dołżycy, gdzie rozpoczyna się moja ulubioną trasą przez Terkę prowadząca do Polańczyka.

Jedna myśl na temat “Bieszczady – motocyklowa ucieczka

  • 28 sierpnia 2017 o 12:01
    Permalink

    Bieszczady – to moje ulubione pasmo górskie w Polsce. Wciąż stosunkowo niewielki ruch turystyczny, względnie dobre trasy, zapierające dech w piersiach krajobrazy z punktów widokowych.
    Poza tym możliwość wynajęcia domku za względnie niewielkie pieniądze – to wszystko są przewagi Bieszczad nad pozostałymi pasmami górskimi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.