Motocyklowa ucieczka numer jeden – w Bieszczady

wpis w: Trasy | 1

Przybyło mi nowych obowiązków domowych w związku z powiększeniem rodziny. Jest dużo mniej czasu na jeżdżenie motocyklem “wokół komina” jak i gdzieś dalej. Udało się jednak wygospodarować 4 dni na ucieczkę motocyklem w Bieszczady. Pojechaliśmy we dwóch z Wiśnią.

Zaplanowałem tym razem nową trasę – przez Zwierzyniec i Biłgoraj.

Dzień był bardzo ładny, słońce, ciepło. Wyjechaliśmy po 12.00 i wolno dotoczyliśmy się do Kurowa za Puławami. W międzyczasie 2 razy pomyliłem drogę i złapała nas ulewa, skutkiem czego złapaliśmy duże opóźnienie, do którego doliczyliśmy jeszcze postój w Burger Kingu. Zmieniłem więc trasę, bo wiedziałem już, że wiele nie zobaczę w Zwierzyńcu i nie zatrzymamy się już tam na obiad (chciałem zatrzymać się w Karczmie Młyn – przyjadę tu innym razem). Pociągnęliśmy w kierunku Lublina, aby stamtąd udać się na Biłgoraj. Nie był to mój najlepszy pomysł – ogromne korki w Lublinie plus słaba droga na Biłgoraj (choć całkiem widokowa).

Jako tako dojechaliśmy do miejscowości Manasterz za Sieniawą i tu złapał nas kolejny deszcz. Odczekaliśmy aż przeleci i w lekkiej mżawce dojechaliśmy do Jarosławia. Tu już padało mocno, było zimno, a na horyzoncie było widać tylko czarne chmury. Drogi powrotnej nie było. ruszyliśmy na Przemyśl i Polańczyk. Nie była to już przyjemna jazda – 115 km w deszczu i temperaturze około 10 st. Przed 20.00 zameldowaliśmy się na Wiejskiej.

Pozbycie się mokrych ciuchów, gorący prysznic i kolacja to był nasz plan. Tego trzeciego nie udało się w pełni zrealizować. Z musu musieliśmy pójść na pizzę do La Corony. Pizza była okropna – bardzo się zepsuła od ostatniej wizyty – na szczęście nie skończyło się na rozwolnieniu.

Piątek przywitał nas ładną pogodą – słonecznie i prawie bezwietrznie. Pojechaliśmy do Leska zatankować motocykle oraz umyć je po wczorajszej jeździe w deszczu. Przy okazji spotkaliśmy kilku motocyklistów z Krakowa. Ci wczoraj mieli trochę gorzej od Nas. Deszcz złapał ich za Krakowem i trzymał do Leska. Jeden z nich prawie dostał hipotermii.

Pierwszy dzień naszych wojaży to przejazd z Leska do Lutowisk przez Tarnawę Górną, Szczawne, Rzepedź i Cisnę. Nowa droga z Zagórza do Komańczy może ubiegać się o miano jednej z piękniejszych dróg Bieszczad. Piękny, równy asfalt, szybkie łuki – jeździe się komfortowo i bezpiecznie a przy tym otaczają nas piękne widoki.

Z Lutowisk po małym popasie ruszyliśmy przez Procisne drogą, którą odkryłem w zeszłym roku na jesieni – przez Dwernik, Nasiczne do Brzegów górnych. Przejeżdżając koło Dwernika warto skręcić na Chmiel i obejrzeć przełomy Sanu.

Z Brzegów Górnych dotarliśmy do Dołżycy, gdzie moją ulubioną trasą przez Terkę dotarliśmy do Polańczyka.

[kad_youtube url=”https://www.youtube.com/watch?v=xNpnOhkMzHs&t=2s” ]

Dzień drugi to klasycznie Wielka Pętla Bieszczadzka – zaczęliśmy z Leska, w Baligrodzie skoczyliśmy na Stężnię, Terkę, a z Terki do Dołżycy i ponownie Wielka Pętla Bieszczadzka. Powrót na obiad do Polańczyka.

Po obiedzie wykorzystując dobrą pogodę wyjazd na Małą Pętlę Bieszczadzką. W Lutowiskach odpoczynek i powrót przez Ustrzyki Górne i Wetlinę do Polańczyka.

Krótkie streszczenie w formie filmowej poniżej.

[kad_youtube url=”https://www.youtube.com/watch?v=X0fCAAf7RGQ&t=115s” ]

 

 

 

 

  1. Karol

    Bieszczady – to moje ulubione pasmo górskie w Polsce. Wciąż stosunkowo niewielki ruch turystyczny, względnie dobre trasy, zapierające dech w piersiach krajobrazy z punktów widokowych.
    Poza tym możliwość wynajęcia domku za względnie niewielkie pieniądze – to wszystko są przewagi Bieszczad nad pozostałymi pasmami górskimi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.