Po wschodniej stronie Polski

Chęć przejechania możliwie blisko granicy wschodniej towarzyszyła mi od dłuższego czasu. Aby zobaczyć to co planowałem, do zrobienia było 700 km.

Obrałem kierunek na Sławatycze. Lubię te rejony i bardzo lubię drogę dojazdową przez Łuków i Radzyń Podlaski.

220 km do Sławatycz minęło szybko, skręciłem na południe i kontynuowałem podróż wzdłuż Wschodniego Szlaku Rowerowego. Muszę przyznać, że warunki do jazdy rowerem zostały stworzone wzorcowo. Piękna ścieżka ciągnąca się wzdłuż granicy narobiła mi apetytu na wakacyjny trip – może za 2 lata wrócę tu na rowerze.

We Włodawie pomyliłem drogę i zamiast przez Sobibór, pojechałem przez Okuninkę. Droga kapitalna, choć oddaliłem się od granicy. Aby wrócić na przygraniczny szlak zafundowałem sobie trasę offroadową przez las i dojechałem do Woli Urhuskiej skąd przy samej granicy dotarłem do Zosina – miejsca najdalej wysuniętego na wschód naszego kraju – to był 360-ty km mojej podróży. Drogi w tej części kraju raczej słabe, miejscami widoki też niespecjalne, ale ogólnie coś nowego. Byłem tu pierwszy raz.

Wskoczyłem na drogę nr 74 i przez Hrubieszów dotarłem do Zamościa. Dotarłem na rynek – kilka fotek, obiad i w dalszą drogę. Miałem przejechać przez Krasnystaw, ale wybrałem drogę boczną – zobaczyć okoliczne wioski. droga była dość dobra, mało ruchliwa, więc dość szybko dojechałem do obwodnicy Lublina. Tu droga niestety zrobiła się nudna do bólu, więc w szybkim tempie nawinąłem kolejne 200 km do domu.

Trasa:

Pobieranie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.