Wiżajny – polski biegun zimna

W styczniu wiedzieliśmy już, że w tym roku nie pojedziemy w Bieszczady, bo docelowym miejscem majowego wyjazdu miały być Wiżajny – miejscowość położona przy północno-wschodnim trój-styku granic.

W piątek rano pogoda nas nie rozpieszczała – zaledwie 15st, więc jak na tę porę roku to raczej chłodno. Mimo to dość sprawnie docieramy do Bielska Podlaskiego, gdzie zatrzymujemy się, aby przeprostować zbolałe kości i trochę się rozgrzać. Chrupiemy po małym batoniku, dzięki któremu nieco się wzmacniamy i po 15 minutach ruszamy dalej.

Dojeżdżamy do Białegostoku po trasie ganiając się z deszczem, szczęśliwie go unikając. Tankujemy do pełna zbiorniki i kierujemy się na Suwałki. Pogoda dopisuje, mimo że jest dość chłodno.

Droga z Białegostoku do Suwałk jest bardzo malownicza i szybko nam mija. Jedynie uciążliwe są TIRy, których po drodze mijamy całe stada.

Suwałki przejeżdżamy główną aleją, na końcu której stali panowie z suszarka – to wyjaśniło przepisową jazdę okolicznych kierowców – nikt nie śmiał jechać więcej niż przepisowe “50”.

Zaraz po wyjechaniu z Suwałk zmienia się krajobraz i zastanawiamy się, czy pojechaliśmy w dobrym kierunku, bo jak okiem sięgnąć górki, dolinki – ładniej niż w Bieszczadach. Z opadniętymi szczekami docieramy do Wiżajn.

Wiżajny witają nas pięknym, popołudniowym słońcem, w którym się ogrzewamy i nabieramy apetytu na kolejny dzień jazdy. Wjeżdżamy na rynek, aby zlokalizować karczmę, gdzie mamy zjeść obiad. Niestety okazuje się, że już od jakiegoś czasu wszystkie lokalne punkty gastronomiczne nie istnieją. Decydujemy zatem, że jedziemy do naszego miejsca noclegowego i po rozpakowaniu wyskoczymy do sklepu, aby zrobić zaopatrzenie i nie paść z głodu.

Wybrany nocleg nas nie zawiódł. Mały, 2-piętrowy domek nad brzegiem jeziora okazał się bardzo przytulny, czysty, z pięknym widokiem na jezioro, więc wprawiło nas to w wyśmienity nastrój. W koło ani żywej duszy. Cisza, spokój.

Przebraliśmy się w luźniejsze ciuchy i udaliśmy się do miejscowego sklepu, aby kupić coś na obiad i kolację. Kupiliśmy lokalne bułki oraz lokalną kiełbaskę, a dopełnieniem tego było piwio Specjal. Tak wyposażeni, ruszyliśmy na spacer wokół jeziora, aby nie tracić miło rozpoczętego popołudnia. Miejsce, w którym wylądowaliśmy – Wiżajny jest naprawdę urokliwe – teren mocno pofałdowany, wszędobylskie krowy, sprawiły, że zapomnieliśmy szybko o troskach codziennego życia. Tu się żyje zupełnie inaczej niż u Nas. Droga wije się wzdłuż linii brzegowej, przecinając Burniszki, Stankuny i Wiłkupie, w pewnym momencie zbliżając się na kilometr do granicy z Litwą. 12-to kilometrowy spacer zakończyliśmy w naszym domku nad brzegiem jeziora, gdzie przy kolejnej butelce piwa Specjal prowadziliśmy dysputę o życiu, gospodarce i polityce.

Późno w nocy przeszedł rozsądek i zmęczeni po całym dniu poszliśmy spać, aby wypoczętym ruszyć w trasę wokół suwalszczyzny.

Poranek przywitał nas piękną pogodą. Słońce od samego rano ostro operowało, zapowiadało gorący, wiosenny dzień, a widok z okien naszego domku wprawił mnie w doskonały humor i sprawił, że będę do tego widoku wielokrotnie w myślach powracał.

Wykąpani i głodni ruszyliśmy do miejscowego spożywczego, aby kupić coś na śniadanie.

Jogurt z bananem uzupełnił brakujące kalorie. Wskakujemy na motocykle i kierujemy się w kierunku Gołdapi, po trasie zaliczając trój-styk granic (Rosja, Polska i Litwa) oraz mosty w Stańczykach.

Droga jest zmienna – raz lepszy, raz gorszy asfalt, jednak niedogodności rekompensują widoki. W Gołdapi podjeżdżamy jeszcze na przejście graniczne, aby zrobić fotkę i ruszamy dalej w kierunku Węgorzewa. Przed Węgorzewem tankujemy. Jechałem już na oparach i mocno martwiłem się, czy dojadę. Pomijam już dyskomfort jakim było kilkanaście ostatnich kilometrów przed stacją – droga w budowie. Pocieszające jest to, że w przyszłym roku będzie tu całkiem przyjemny kawałek asfaltu.

Jezioro Mamry

Objeżdżamy jezioro Mamry przez Trygort, Sztynort, Harsz i dojeżdżamy na obiad do Kruklanek, gdzie zamawiamy po wielkiej porcji naszego ulubionego okonia w Smażalni Ryb Pod Strzechą. To już tradycja – kiedy jesteśmy w tych okolicach, zawsze się tu stołujemy. Plan tego dnia był taki, żeby wcześniej jeszcze zaliczyć Biskupiec i Mikołajki, jednak przejazd do Węgorzewa mocno nas wymęczył.

Posileni obieramy kierunek na Olecko. To jeden z ciekawszych odcinków tego dnia. Droga wąska, ale dobry asfalt i mało samochodów po drodze. Szybko przelatujemy do Suwałk i decydujemy się jeszcze na przelot do Sejn. Droga byłaby piękna, gdyby nie mijanki co kilometr i ogólne roboty drogowe. Jakimś cudem docieramy na sejneński rynek – uffff.

Krótka regeneracja sił i lecimy do Wiżajn. Droga Sejny – Wiżajny to jedna z piękniejszych dróg Suwalszczyzny. Droga wije się pośród łąk i lasów. Teren jest mocno pofałdowany. Szkoda tylko, że asfalt trochę nierówny, ale gdyby było trochę wcześniej, przejechałbym się jeszcze raz tą drogą.

Docieramy do Wiżajn, robimy małe zakupy w naszym spożywczaku i docieramy na naszą bazę. Regenerujemy siły i wychodzimy na spacer wokół Wiżajn.

Na wzgórzu na południu Wiżajn znajduje się elektrownia wiatrowa. Kierujemy się w tamtym kierunku i po 20 minutach jesteśmy u celu. Pomacane i lecimy dalej – na wschód. Według nawigacji powinniśmy przebić się na drugą stronę Wiżajn. Niestety w pewnym momencie droga kończy się na środku gospodarstwa wiejskiego. Podejmujemy decyzję – brniemy dalej – na horyzoncie widać drogę, ale przed nami trawa po pas. Kilkanaście minut i wychodzimy na kolejną wiejską drogę. Przechodzimy

koło kolejnego gospodarstwa. Ludzie mają taki widok z okna, że zapiera dech – mieszkają na pagórku, a w dole widok na całe Wiżajny i jezioro oraz zachodzące słońce. Tu mógłbym się osiedlić.

Docieramy do domu o zmroku. Mimo wyczerpującego dnia spać się nie chce i gawędzimy jeszcze długo w noc. Rano nie musimy się nigdzie spieszyć – wyjedziemy koło 11.00, a do domu nie mamy więcej niż 350 km.

Droga powrotna bezproblemowa – Suwałki, Augustów, Grajewo, Łomża, Wyszków i jesteśmy w domu.

Trasa:

Pobieranie

2 myśli na temat “Wiżajny – polski biegun zimna

  • 23 lipca 2015 o 11:40
    Permalink

    Piękne zdjęcia! W ogóle Suwalszczyzna, a w szczególności Suwalski Park Krajobrazowy jest niezwykły i magiczny! Będąc tam warto zaglądnąć do Wodziłek. Jest to wioska założona przez Starowierców, XVII wiecznych uchodźców religijnych z Rosji. Pielęgnują swoje obyczaje, modlą się w molennie. Można też u nich spróbować kąpieli w tzw. czarnej bani. Polecam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.