EuropaPolecanePolskaTrasy

Jedziemy do Szczawnicy

Kolejny ranek

Kolejny ranek to znów deszcz – pogoda zepsuła się zupełnie. Już nie padało, ale lało. Cierpliwie czekaliśmy na zmianę pogody, aż wreszcie po 12.00 przejaśniło się. Wykorzystaliśmy więc moment i szybko skierowaliśmy się w kierunku Czorsztyna. Plan był taki, aby ponownie wyskoczyć na Słowację – tym razem mieliśmy zrobić pętlę wokół Tatr.

Nawigacja pokierowała nas przez Łapsze Wyżne i Łapszankę na Jurgów – droga super, więc muszę tu jeszcze wrócić. Za Jurgowem przekroczyliśmy granice w miejscowości Podspady.

Drogą 49, a następnie 66 rozpoczęliśmy nasz rajd wokół Tatr, choć niestety pogoda nas nie rozpieszczała i za Zdiarem zrobiło się zimno, temperatura nie przekraczała 12 st.

Chłód rekompensowały widoki. Wolno pyrkając 70km/h dotarliśmy do trasy 573 i udaliśmy się w kierunku zachodnim. Celem było Strbske Pleso.

Do Strbskiego Plesa dotarliśmy po kilkudziesięciu minutach. Zziębnięci wjechaliśmy do centrum i udaliśmy się do Restauracji Koliba na obiad, ponieważ byliśmy już bardzo głodni. Jedzenie spoko, więc polecam mimo, że dość gwarno i wielu klientów.

Lecimy dalej

Zagrzani rozpoczęliśmy podróż w kierunku Liptowskiego Mikulasza. Ten fragment trasy 537 to najpiękniejsza część trasy u podnóża Tatr.

Z Liptowskiego Mikulasza przez Zuberzec dojechaliśmy do Chochołowa. Robiło się coraz ciemniej, więc narzuciliśmy tempo i szybko kierowaliśmy się na Zakopane, gdzie utknęliśmy niestety w sobotnim korku. Przejazd przez Zakopane zajął nam 15 minut. Nie zatrzymując się, praktycznie już po ciemku przez Białkę Tatrzańską i Szlembark docieramy o 19.00 motocyklem do Szczawnicy. Tego wieczoru kolację jemy w Restauracji u Zosi nad Grajcarkiem. Zdecydowanie jedyne godne polecenia miejsce na zjedzenie czegoś przyzwoitego w Szczawnicy. Spaghetti carbonara dopełnia ten udany dzień.

Dzień wyjazdu to znów deszcz od samego rana. Czekamy do 12.00 i wyjeżdżamy do domu.

Trasa powrotna bez zmian – kierujemy się na Brzesko i Kielce. Przed Kielcami łapie nas deszcz, więc szybko docieramy do Mc’Donaldsa w centrum, aby schronić się przed ulewą. Niestety ta jednak nie chce się skończyć, więc po godzinie suszenia się wyjeżdżamy do domu.

Pada niemiłosiernie, w butach chlupie już po kilkunastu minutach. Rozmawiamy przez interkom i odliczamy w strugach wody kolejne kilometry przybliżające nas do domu. Pod Radomiem mamy pierwsze chwile zwątpienia, jednak nie poddajemy się i dalej w deszczu ciągniemy do domu. Pod Białobrzegami mijamy 5 kilometrowy korek poboczem i ostro tniemy przed siebie. Na obwodnicy Grójca wiem, że to jeszcze 20 minut katorgi w deszczu.

W strugach deszczu docieram do domu. Jestem przesiąknięty na wylot, a temperatura otoczenia niewiele wyższa niż 10st. C – ciekawe, czy się po tej przejażdżce nie rozłożę. Podejmuję decyzję – kolejne moto musi być z grzanymi manetkami !

Trasa – dzień drugi:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.