Kotlina Kłodzka na motocyklu

W listopadzie zeszłego roku luźno planowałem majowy wyjazd w okolice Zakopanego. Kotlina Kłodzka na motocyklu została w międzyczasie zaproponowana przez Bartka, i ten pomysł bardzo mi się spodobał. Trasa została opracowana na 4 dni (2 pełne dni w kotlinie).

Trasy jak i skład dynamicznie zmieniały się do ostatniej chwili. Finalnie pojechaliśmy w 3 motocykle, bez Bartka, a trasy modyfikowaliśmy podczas jazdy.

Wyjazd w czwartek nieco się opóźnił, ale finalnie o 19.00 zameldowaliśmy się u Pani Maryli w Stroniu Śląskim.

Do Stronia Śląskiego z północy można dojechać na 3 sposoby: przez Lądek Zdrój z Kłodzka (długa i nieciekawa), ze Złotego Stoku trasą 390 (ostre serpentyny, jednak asfalt bardzo słaby) oraz z Paczkowa przez Lutynię drogą prowadząca przez Czechy – tą drogę polecam – przepięknie wijąca się droga w lesie z bardzo dobrym asfaltem.

Głodni, dokonaliśmy przeglądu miejscowych lokali (liczba jest ograniczona do 3 miejsc) i skorzystaliśmy z oferty Baru Mini Finezja. Choć wystrój pamięta wczesne lata dziewięćdziesiąte, podają całkiem smaczne jedzenie – polecam ruskie pierogi.

Kotlina Kłodzka na motocyklu – dzień pierwszy

Pierwszy dzień naszej jazdy w Kotlinie Kłodzkiej to przejazd Drogą Stu Zakrętów. Dojazd do Radkowa, gdzie się zaczyna ta droga, prowadził przez Kletno, Bystrzycę Kłodzką, Polanicę Zdrój i Wambierzyce. Droga ta jest chyba ciekawsza niż Drogą Stu Zakrętów, prowadzi przez piękne tereny, a asfalt jest dobrej jakości, choć jest dość wąsko.

Droga Stu Zakrętów prowadzi z Radkowa do Kudowy Zdrój. Potencjał drogi niestety obniża słaba jakość asfaltu. Przejechaliśmy nią bez specjalnej ekscytacji i w Kudowie Zdroju skręciliśmy do Czermnej aby zobaczyć Kaplicę Czaszek.

Z Kudowy-Zdroju udaliśmy się w kierunku Zieleńca. Aż do Poniatowa prowadzi genialny asfalt – jeden z najlepszych kawałków tego regionu. Niestety z Poniatowa do Międzylesia droga bardzo słaba. Jedynie widoki rekompensują koszmarny asfalt. W Międzylesiu wskoczyliśmy na drogę 33, którą dojechaliśmy do granicy, a dalej do miejscowości Kraliky, gdzie zjedliśmy obiad w Restauracji Zlata Labut. Do domu wróciliśmy przez Stare Miasto i Nową Morawę – polecam tą drogę – świetne widoki, masa zakrętów i serpentyn oraz dobry asfalt.

Jako, że tradycji musiało stać się zadość, wieczorkiem ruszyliśmy w poszukiwaniu czegoś do jedzenia. Wracając z Czech mignęły mi po prawej stronie jakieś stoliki – skierowaliśmy się więc w kierunku wylotu na Kletno. Niestety na nic nie natrafiliśmy. Zrezygnowani wracając trafiliśmy w centrum na Pizzerię u Prezesowej. Wystrój i wygląd lokalu był bardziej obiecujący, niż Mini Baru Finezja. Jak się później okazało, w lokalu podają świetną pizzę niewiele ustępującą włoskiemu oryginałowi. Zdecydowanie więc polecam ten lokal.

Kotlina Kłodzka na motocyklu – dzień drugi

Sobota przywitała nas pięknym słońcem. Trochę rozleniwieni, około 11.00 wyruszyliśmy w kierunku Kłodzka a następnie Tłumaczowa. Niestety pogoda nagle się zmieniła i w deszczu dotarliśmy do Lubawki. Zatankowaliśmy motocykle i cierpliwie czekaliśmy na przejście opadów. W międzyczasie na stację zawitał podróżnik na Ducati Paul Smart 1000LE (zasadniczo to replice). Skutecznie namówieni i zachęceni wychodzącym słońcem, zmieniliśmy zaplanowaną trasę. Nowa trasa miała biegnąć z Lubawki przez Trutnov do przygranicznej wioski Malá Úpa, a następnie przez Mladé Buky trasą 14 do Harrachova i Szklarskiej Poręby.

Z Lubawki do Trutnov asfalt dość dobry, trochę nierówności, sporo ograniczeń do 50, ale mimo wszystko trasa pięknie się wiła. Nie spodziewaliśmy się jednak, co nasz czeka za miejscowością Mladé Buky. Pierwsze kilometry może bez szaleństwa, ale ostatnie 10 km przed wioską Malá Úpa to wjazd cały czas pod górę wijącą się drogą o nieskazitelnym asfalcie i braku jakichkolwiek ograniczeń prędkości. Widoki podczas wjazdu niesamowite, a widok na górze jeszcze lepszy. Zgodnie z poleceniem zjedliśmy tu obiad (smacznie i tanio). Trasa 14 prowadząca do Harrachova nie jest bardzo ekscytująca, ale są na niej ciekawe miejsca, a w szczególności od Víchová nad Jizerou. Od tego miejsca droga się wije w prawo i w lewo, a ograniczenia prędkości są dość rzadkie do samych Jakuszyc. Z Jakuszyc niestety do Szklarskiej Poręby, mimo że droga była świetna, zalegało na niej dużo piachu i trzeba było się mocno pilnować.

Do Szklarskiej Poręby dotarliśmy przed 19.00, a do domu zostało nam jeszcze ponad 150 km. Nie zatrzymując się skierowaliśmy się na Jelenią Górę, Radomierz i Kamienną Górę. W Kamiennej Górze trafiliśmy na lokalną, wąską ale równą i super wijąca się drogę, aż do Mieroszowa. O 21.00 zameldowaliśmy się w Stroniu Śląskim. Na licznikach wybiło 390 km. Szybko przebraliśmy się i udaliśmy się do Pizzerii u Prezesowej. Po kolacji wróciliśmy do domu, chwilę jeszcze pogadaliśmy i poszliśmy spać.

W niedzielę ze Stronia wyjechaliśmy przed 10.00. Wybraliśmy tym razem drogę z Lądka Zdroju przez Lutynię i Paczków. Do domu dotarliśmy na 16.00. Nakręcone 1480 km w 4 dni.

Małe podsumowanie
  • Stronie Śląskie świetnie nadaje się na bazę w wypadową, ale jeśli chcemy myśleć o wyjazdach na Czechy w kierunku Harrachowa, lepiej szukać noclegów bliżej Kudowy Zdrój albo Duszników Zdroju i unikać raczej Radkowa.
  • Jeśli jechać tu, to planować wyjazd na minimum 4 dni,
  • Droga Stu Zakrętów nie należy do dróg o idealnym asfalcie – winklowanie jest słabe,
  • Kaplica Czaszek trochę przereklamowana, lepiej sobie polatać po zakrętach,
  • Drogi w Czechach są naprawdę bardzo dobre, z małymi wyjątkami i można tu bezpiecznie pośmigać po zakrętach.
Trasa – dzień pierwszy
Pobieranie
Trasa – dzień drugi
Pobieranie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.