Ekspresem do Wisły

Sezon motocyklowy miał być zakończony z przytupem. Od dawna myślałem o wypadzie w okolice Żywca i w ostatni weekend września udało się to zrobić – jadę motocyklem do Wisły.

Cały dzień przebierałem nogami i czekałem na Grześka, bo mógł dopiero wyjechać po pracy. Wyjechaliśmy o 17.30 – przed nami 370km.

Droga szybko mijała i o 22.30 zameldowaliśmy się w Wiśle – na zewnątrz +7st.C. Jeszcze tylko szybkie zakupy w wiślanym markecie i rozpoczęliśmy nocne Polaków rozmowy. Wyłącznie z rozsądku poszliśmy spać o 2.00, bo za 7 godzin mieliśmy rozpocząć naszą wyprawę po żywiecczyźnie i Słowacji.

Naszym głównym celem jest Słowacja i droga 520 oraz 584. Ledwo wyjechaliśmy z Wisły w stronę Istebnej i już pierwsze agrafki. Miejscami bardzo ładny asfalt, ale że dość wcześnie i chłodno więc relaksacyjnie ciągniemy do przodu. Malowniczą, acz wyboistą drogą docieramy do Zwardonia i przekraczamy granicę. Wszyscy podniecają się tą Istebną, a ja uważam, że są ciekawsze miejsca.

Słowacja

Słowacja wita nas przyzwoitym asfaltem, jednak widokowo nie zachwyca – czas zatrzymał się na końcu lat osiemdziesiątych – o tym, że mamy 2012 rok przypominają nam tylko nowe samochody na drogach. Ruch na drogach umiarkowany, więc w dobrym tempie docieramy do Novej Bystricy i zaczynamy jazdę na kolanku do Oravskiej Lesnej. Na drodze pusto, asfalt jak na torze więc w Oravskiej Lesnej nawrotka i jeszcze raz do Nowej Bystricy i z powrotem przez Lokce, Dolny Kubin, Ruzomberk na Liptovsky Mikulas. Tu tankujemy (w przeliczeniu po 6,72 PLN za litr) – jak na razie najdroższe tankowanie, jakie zaliczyłem motocyklem.

16 km do Liptovskiego Mikulasa rozpoczynają się jedne z lepszych zakrętów tego dnia, urozmaicone okolicznymi patrolami Policji. Droga prowadzi nas do granicy, którą przekraczamy w Chyżnem. Między Zubrzycą Górną a Zawoją kolejna porcja zakrętów na pełnym odwinięciu i przez Suchą Beskidzką oraz Żywiec docieramy do Szczyrku. Udajemy się tu na upragniony obiad, który niestety spowodował, iż powrotna trasa do Wisły motocyklem była koszmarem i o mało nie zakończyła się masakrą – golonki nie tknę przez dłuższy czas. Wieczorny relaks i odstresowanie po męczącym dniu w postaci 1 litra płynu wysoko oktanowego zakończyło żywiecką przygodę.

Gościniec Salmopolski

Warto jeszcze wspomnieć o śniadanku w Szczyrku. Całą noc lało, więc opóźniliśmy wyjazd rankiem, aby drogi trochę wyschły. Chciałem wracać już do domu, ale Grzesiek uparł się na pstrąga. Słyszał legendy o miejscowej knajpie w okolicach Szczyrku. Dzień wcześniej, wracając do Wisły kątem oka widziałem coś co mogło być tym czego szukaliśmy. Szybko udało się lokal namierzyć – Gościniec Salmopolski. Spędziliśmy tu 1,5 godziny konsumując najlepszego w okolicy pstrąga oraz kilka innych ryb przygotowanych na różne sposoby. Jest to miejsce, którego nie można ominąć będąc w okolicach Szczyrku. Szkoda tylko, że prowadziliśmy – lokal oferuje kilka okolicznych trunków – między innymi 40%-owa Kurwica.

Powrót w tempie ekspresowym – 4 godziny z Bielska Białej do Piaseczna dopełniło udanej wycieczki. Powrót tutaj obowiązkowy.

Trasa
Pobieranie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.